|
|
|
|
|
|
|
END OF STORY :)
|
|
|
Przedstawiamy nasz samochód - zdobywcę:
- oraz jego recenzję, która ukazała się w piśmie AUTOMEDIA 19 Maja 2001 r. (wersja EVO I)
Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem
tego starego Forda Scorpio to podszedłem do niego z rezerwą. Nie
spodziewałem się po nim szczególnych wrażeń. Z tym większą zatem
przyjemnością wypada mi się przyznać do tego, że stary niemiecki
samochód i zainstalowany w nim całkiem prosty system stał się przyczyną
jakże miłego rozczarowania… Pozory mylą? No i dostało mi się. Zamiast
zająć się od razu tym co tygrysy lubią najbardziej wcieliłem się w
rzeczoznawcę samochodowego. Starą flagową limuzynę Forda z mieleckimi
rejestracjami po raz pierwszy zobaczyłem podczas zeszłorocznej edycji
Pierwszych Otwartych Mistrzostw Śląska we Wrocławiu. Wygląd zewnętrzny
samochodu dawał mi wyraźnie do zrozumienia, że lata brylowania po
bulwarach auto ma już dawno za sobą. Choć samochód był idealnie
wyczyszczony nie spodziewałem się wiele; gdy razem z Roberto Scalabrino
wsiadałem do Forda by asystować podczas oceny przeżyłem miłe
rozczarowanie. Dźwięk nadrobił z nawiązką urokliwy wiek starej
limuzyny. Z tym większą zatem przyjemnością i pokorą zasiadłem w tym
aucie jeszcze raz…. Brzmienie …zanim jeszcze dobrze je
obejrzałem. Od ostatniego odsłuchu minęło już sporo czasu, który właściciel
Scorpio skrzętnie wykorzystał. System wydoroślał, wprowadzono trochę
poprawek a wszystko po to by czułe uszy sędziowskie miały czym się
delektować. Mając w pamięci jakże przyjemną asystę sędziom zabrałem
się najpierw do nakarmienia uszu, zostawiając rozrywkę dla oczu na
trochę później. Tym samym rozważania na temat wyższości jednej szkoły
montażu nad drugą zostawiam na później. Komu spieszno poznać listę
sprzętu proponuję zajrzeć do praktycznej tabelki na końcu. Ja wprost
uwielbiam miłe niespodzianki, więc zazwyczaj sprzęt oglądam na końcu. Nie ma to jak chrapliwy wokal.
Niemal zawsze zaczynam odsłuch od dzieła pewnego mało znanego artysty,
którego głos dość skutecznie zniewala niejedno wrażliwe damskie ucho.
W Fordzie można zatem wprost delektować się prawdziwym popisem talentu
McCoy Tyner’a. Mamy zatem do czynienia z prawdziwą charakterystyczną
chrypką – precyzyjną, szorstką ale ze wszech miar łagodną.
Dominująca razem z nim ekspresyjna gitara jest ciepła, wyważona i
niebywale ujmująca. Zasnąć przy niej na pewno się nie da ani tym
bardziej znużyć. Niby proste ale jakże trudne w realizacji na co dzień,
nieprawdaż? Mamy zatem to co trzeba: wysmakowane szarpnięcia z całą
atmosferą wirtuozerii i dźwięk soczysty,
żywy i niczym nie zakłócony. Szybko, sprawnie, żywo – tak jak
trzeba. By jednakże nie ulec przelotnemu oczarowaniu czym prędzej skusiłem
się na Livingstona Taylora. Oprócz wspaniałej atmosfery ten artysta ma
niebywałą zdolność obnażania odstępstw od natury. Przy świetnej
ciepłej i szczegółowej gitarze wokal zabrzmiał niezwykle wyważenie i
mam tu na myśli niebywały spokój ale nie wstrzemięźliwość. Doskonałą
spójność współpracy tweetera ze średnicą słychać również wtedy,
gdy na scenie pojawia się przed nami mocny żeński wokal, taki chociażby
jak Christy Baron. O jej występie we wnętrzu Forda można w skrócie
napisać tak: mocna w wymowie, krystalicznie czysta w treści. Jednakże
nie samym wokalem człowiek żyje…. W przypadku Scorpio oddaję uniżony
pokłon za temperaturę. System swobodnie sprawia, że czuję się rześko
wiosenny. Nie jest to zatem nużący żar, dzięki któremu pierwsza
lepsza kołysanka sprawi, że natychmiast zaśniemy, ani tym bardziej nie
jest to jesienny wieczorowy nastrój czy też zimowy chłód. Niebywale
plastyczny dźwięk jest ciepły i świeży jak wiosenne rozkwitanie (to również
duża zasługa tweeterów: detalicznych i mocnych gdy tego się wymaga).
Doskonale to się odnosi szczególnie do dobrego jazzu nagranego z ogromną
starannością. Płyty firmowane przez braci Chesky, którym nieraz
zarzucano suche, precyzyjne brzmienie, wybrzmiewają niezwykle dojrzale i
ciepło. Jeśli dodać do tego świetną przestrzeń nie sposób oprzeć
się pokusie i siedzieć w samochodzie ile się tylko da. Nawet jeśli w
odtwarzaczu miarowo kręci się ostatnie dzieło firmowane przez GASCA,
jest spokojnie i bardzo wyważona atmosfera jest niczym nie zmącona. No,
prawie…. Zabudowany w deskę rozdzielczą flagowy tuner CD Clariona
DRX 960Rz z pierwszej serii produkcyjnej, któremu nie sposób odmówić
wspaniałego, żywego ale mimo wszystko neutralnego brzmienia miał podłączoną
antenę radiową. Z punktu widzenia twórcy schematu podłączeń w
instrukcji obsługi tego radioodtwarzacza niby wszystko jest ok. Ale to
tylko pozory. Przy doskonałym wyciszonym kwartecie jazzowym mogłem doświadczyć
niebywałych wrażeń. Delikatny jak ptasie piórko pogłos nie dawał mi
spokoju dopóki nie włączyłem radia, które w tym samym czasie odbierało
całkiem przyzwoite techno. Cóż, egzemplarz DRX, który jest własnością
Pawła wyróżniał się fenomenalnym łączeniem różnych gatunków
muzyki. Na szczęście wystarczy bardziej ekspresyjnie nagrana płyta by o
charakterystycznym tle szybko zapomnieć. Tu należy się jednak jeszcze
jedna uwaga. W kolejnych autach które miałem okazję posłuchać, w których
zainstalowane były inne egzemplarze DRX 960Rz wszystko grało jak należy. Doskonały koncert Phila
Collinsa sprawił mi wiele radości szczególnie gdy zamknąłem oczy.
Fenomenalna przestrzeń jaką stworzył mi system pozwoliła na dobre
zapomnieć o nieco rozleniwionej perkusji. Właściciel auta zabezpieczył
się na taką ewentualność i zainstalował pod ręką niewielki
sterownik basu. Podręczny kontroler jest jednakże skromnym sprawcą ciepłej
basowej kołderki. Średni i dolny zakres basu zaczyna bowiem przypominać
po bardzo drobiazgowej regulacji cieplutką kołderkę. Bas staje się
minimalnie leniwy, ale mimo wszystko wciąż jest niebywale elastyczny
zachowując wymaganą precyzyjną twardość kiedy trzeba. Co ciekawe, w
miarę rozgrzewania się wzmacniacza subwoofer wydaje się minimalnie
rozleniwiać. Jest to jednakże objaw tak słaby, że moje rozważania na
temat lenistwa zaczynają przypominać szukanie dziury w całym. Zanim
zatem rozdrobnię się na dobre pora przyjrzeć się technice. Technika Niby proste a jednak…. W
sumie schemat jak widać nie daje wiele zajęcia grafikom. Jeden solidny
sześciokanałowy wzmacniacz 6.420 firmowany przez Audisona to nie byle
jaka konstrukcja. Niemieckich dziennikarzy wprawił on w niemalże
niekontrolowany zachwyt, gdyż oceny były nadzwyczaj pomyślne. Interesująca
konstrukcja jest w stanie wiele z siebie wydać. Przy czterech omach na
pierwsze cztery kanały z osobna zapewnia 66 W, a na pozostałe dwa w
mostku aż 320W! Subwoofer ma zatem pole do popisu. Z tego między innymi
względu do wzmacniacza dodano jeszcze wygodny sterownik basu z którego właściciel
na co dzień skrzętnie korzysta. Sześć kanałów nie jest jednak
podyktowane jakimkolwiek kompleksem właściciela – by mieć więcej
i więcej…. Wprost przeciwnie. Walory 6.420 idealnie pasują do
kombinacji, którą umownie zwie się bi-ampingiem. Tweetery pracują
zatem oddzielnie i podłączone są jako tzw. tył; wooferom przypadły zaś
pierwsze skrzypce, czyli kanały przednie. Standardowa zwrotnica Focala
została w pudełku – jej miejsce w samochodzie zajęła własna
konstrukcja, która w pełni kontroluje tweetery. Nieco inaczej wygląda
natomiast wysterowanie wooferów. Górny zakres pasma jest obcięty
pasywnie a dolny aktywnie. Obu rodzajom głośników stworzono godziwe
warunki pracy. Średnioniskotonowe pewnie tkwią w panelu wewnątrz drzwi,
które usztywniono aż pięcioma warstwami mat. Tweeter tradycyjnie w słupku
obciągniętym skórą, choć tu i ówdzie wychodzą już skórzane właściwości
– charakterystyczne marszczenie. Żywot auta jest już jednak przesądzony,
więc na kolejne poprawki nie ma już co liczyć. Cała para pójdzie w
nowy projekt. Zastosowane przednie
przetworniki pochodzą z najpopularniejszej rodziny Focala: Polykevlar.
Lekka i bardzo sztywna membrana o charakterystycznej przekładkowej
strukturze występuje wyłącznie w żółtym kolorze, co przywodzi na myśl
skojarzenia z oryginalnymi domowymi B&W. Formowaną ciśnieniowo
membranę wykonano z prasowanego kewlaru; ta technika umożliwiła
konstruktorom Focala uzyskanie niezwykle gładkiej membrany, co odróżnia
ją od podobnych stosowanych przez konkurencję. Tweetery jak na Francuzów
przystało mają odwrócone membrany (metal). Włoski wzmacniacz jest
niebywale interesującą konstrukcją. To jeden z niewielu modeli na
rynku, który seryjnie wyposażono w zbalansowane wejścia i wyjścia. Dzięki
nim możliwe jest zrealizowanie transmisji symetrycznej. Jasne, że
potrzebny jest wówczas odpowiedni kabel połączeniowy. W transmisji
symetrycznej sygnał jest przesyłany dwoma przewodami centralnymi nie podłączonymi
do masy. Masę stanowi ekran; pojawiające się wówczas zakłócenia
elektromagnetyczne wprowadzają zmiany w fazie w obydwóch przewodach. Ich
eliminacja jest jednakże znacznie łatwiejsza niż w tradycyjnym połączeniu. Audison razem z efektownym
subwooferem Focala znalazły swe miejsce w bagażniku. Dobrze, że twórca
nie wykazał się przesadną skromnością i należycie wyeksponował
szczególne walory głośnika – subwoofer został zainstalowany tak
jak należy. Możemy zatem do woli podziwiać imponujący układ
magnetyczny z ośmioma podwójnymi magnesami przymocowanymi do bardzo
solidnego odlewanego kosza. To zresztą cecha charakterystyczna
reprezentacyjnych przetworników Focala. Mocowanie skrzyni jak i
wzmacniacza nie stanowi powodu do stresu przed oceną instalacji podczas
zawodów; tym bardziej podczas naszej oceny…. Wniosek Pozory mylą? Jasne, że tak! W starej limuzynie można również stworzyć system, który wciąż może urzekać brzmieniem i wykonaniem. Wprawdzie wiek auta wymusza pewien pryzmat przez który można zupełnie inaczej spojrzeć na dzieło profesjonalistów z Mielca, ale w niczym to nie umniejsza ich zasług. Ford Scorpio urzeka interesującym połączeniem ekspresji z krainą łagodności. I to w tak prostym nieźle wkomponowanym zestawie…. I jeszcze jedno. Kto twierdzi, że profesjonalny montaż i doskonałe brzmienie mogą zapewnić firmy w dwóch, trzech miastach Polski jest po prostu głupcem….Tomasz Okurowski Dziękujemy
wydawnictwu źródło AUTOMEDIA 1/2001
Instalację wykonał - PAWEŁ KILIAN - CAR AUDIO SYSTEM
|
|